dwieście dwadzieścia osiem.
by narcolepsy
10.08.2011 / 19:32
wieź mnie nocami tą samą krętą drogą. będę mocno tulić Twoje plecy, bo czując się bezpiecznie, ogarnia mnie lęk. dolewaj mi wody do wina i karm mnie sobą na śniadanie. tul mnie w ogrodzie przy kamiennej ścianie. będę siedzieć na beczce wina i czekać, aż znów na mnie popatrzysz, tak jak wtedy. trzymaj mnie za rękę a ja będę trzymać Cię za słowo, że tak już będzie. daj mi to poczucie bezpieczeństwa zamknięte w czterech kamiennych ścianach na wzgórzu, gdzie kończy się wszystko a zaczynamy się my. szukaj ze mną szczęścia w dżunglach i ostrzegaj przed wężami. stój za mną, gdy oglądam panoramę nad przepaścią i asekuruj mnie, gdy myślę za dużo. mów do mnie po chorwacku i śpiewaj patrząc mi prosto w oczy i prosto w oczy nie obiecuj mi wierności a szczerość. i mów mi, że mam piękne zielone oczy, mimo że są niebieskie. i śmiej się ze mnie i nigdy nie przestawaj. uśmiechaj się, gdy patrzę na nasz wymarzony dom i mówię Ci, że nas tam widzę. a ja będę upijać się Twoim uśmiechem.
a teraz już tylko przez chmury wiem, jak szybko płynie czas.