dwieście szesnaście.

by narcolepsy

spadające w porcie gwiazdy. stopy kroczące po rozgrzanych kamieniach. uśmiechy tysiąca dwustu obcych ludzi. zachwyt jubilera nad moimi oczami. spojrzenia zazdrosnych kobiet i żal niespełnionych mężczyzn. pot ściekający po plecach cienkim strumieniem. niezliczone litry wody i espresso za 7 kuna. fale pochłaniające moje rozgrzane ciało. sukienki powiewające na wietrze. dzieci tańczące na deptaku, gdzieś pomiędzy nocą a muzyką.

od powrotu do siebie minęły już prawie dwa tygodnie. tyle potrzebowałam by się na nowo zaaklimatyzować, przetrawić wspomnienia i napisać.