sto siedemdziesiąt osiem.

24 czerwiec 2009

wiesz, odczuwam ogromną potrzebę opowiedzenia Ci o tym, jak się teraz czuję. jestem szczęśliwa o czym świadczą miliony uśmiechów dziennie, ale niespełniona, bo wątpię we własne możliwości. samotna, bo nie czuję obecności kogoś bardzo bliskiego i poszukująca czegoś nowego. chce poznawać, uczyć się, popełniać nowe błędy i wygrywać to, w czym zawsze byłam słaba. robi się zbyt jednostajnie. odrobinę zbyt szaro i monotonnie. chcę przełamać tę szarość nasyconym kolorem. na szczęście zbliżają się wakacje, przepełnione masą optymizmu ukrytego w barwach.

sto siedemdziesiąt siedem.

22 czerwiec 2009

garstka nadziei i garstka obaw. szczypta entuzjazmu i gram poczucia winy. wymieszać wszystko razem. trzy razy zmiksować. przyprawić i mamy gotową ‘ja’. boję się. po prostu. po ludzku. po części i w całości. przebywanie w samotności wzmaga apetyt na ludzi. pozwala spotkać się sam na sam z natchnieniem. ale i wzmaga obawy, że kiedyś chwile samotności mogą przeistoczyć się z ‘chwilowo’ do ‘bez końca’. potrzebuję myśli ‘jestem u siebie’ wynurzającej się spod zaspanej powieki. potrzebuję przestrzeni. intymności. przede wszystkim mentalnej. im bliżej nowego etapu, tym bardziej skręcają się nitki strachu i radości. dychotomia ludzkiej natury. im więcej spełnionych pragnień mamy w zasięgu ręki, tym bardziej się tego boimy. boimy się, że nie zasłużyliśmy na to, co jest nam oferowane.

ty daj mi rękę. chodźmy na spacer. wrocławską wiosenną ciepłą nocą, która dla nas płacze. patrz mi w oczy i błagaj, by ta chwila trwała wiecznie.

sto siedemdziesiąt pięć.

15 czerwiec 2009

po koncercie hemp gru. sama niedowierzam.

sto siedemdziesiąt cztery.

13 czerwiec 2009

myśli, których się nie zdradza, ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas, nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić. staniesz się składem starych śmierdzących myśli, jeśli ich nie wypowiesz‘. (eric-emmanuel schmitt ‘oskar i pani róża’)

cały dzień rysowania. wyglądałam jak dziecko, które po raz pierwszy wzięło do ręki węgiel. nie mówię już o bólu prawej kończyny górnej. jutro czeka mnie to samo. grrr… nienawidzę zaliczeń z malarstwa i rysunku. wena twórcza na siłę? coś nie tak. ostatnie dwa dni spędziłam sama w domu. nie potrafię tak na dłuższą metę. jedynie muzyka i fakt, że nikt nie słyszał mojego zawodzenia trzymały mnie przy życiu. wybiorę się spać, żeby zacząć dzień o jakiejś ludzkiej porze. dobranoc.

sto siedemdziesiąt trzy.

12 czerwiec 2009

spacer przez ulice. aleje. place. wiosenną nocą, która płacze‘. (eldo)

po prawie miesięcznej przerwie postanowiłam napisać, choć nie zmieniło się zbyt wiele. nauki jest nadal dużo, zbliża się sesja. w pierwszej połowie lipca będzie już po wszystkim. boję się. koniec drugiego semestru przysparza mi znacznie więcej stresu, niż pierwsza sesja. ale dam radę. muszę.
okres samotności wydłużył się do ośmiu miesięcy. zbliżające się wakacje pomagają nie myśleć o pustce.