dlaczego ludzie skonstruowani są tak, że nie potrafią doceniać tego, co się dla nich robi? dlaczego wypruwając z siebie flaki zostajesz posądzona o to, że robisz coś nie tak, że ze wszelką cenę starasz się zaszkodzić, mimo, że twoje intencje są jak najlepsze? po co ludzie, tacy jak ja dbają o to, by ludzie na których im zależy czuli troskę i pomoc z naszej strony? po co do cholery? opadłam z sił.

poczucie winy – stan emocjonalny powstający w sytuacji uświadomienia sobie popełnienia czynu prawnie albo moralnie niedozwolonego. związane jest zwykle z chęcią zadośćuczynienia i poddania się karze.

zżeram się od wewnątrz.

05:17. wchodzę do mieszkania. siadam w kuchni, zastanawiając w jaki sposób czas minął tak szybko i skąd do cholery miałam tyle energii. w ciągu jednej nocy spotkałam tylu ludzi, że nie jestem w stanie tego ogarnąć do teraz. byli ci, których za nic w świecie bym się nie spodziewała. ale zawiodłam. zawiodłam tą osobę, która jest ze mną niemalże każdego dnia, która wspiera mnie i krytykuje, gdy potrzebuje by ktoś mną potrząsnął, która nie mogłaby mieć na mnie lepszego wpływu. przepraszam.

niezdecydowana jestem i nienawidzę tego cholernego czasu, kiedy staram się podjąć decyzję. nienawidzę. marnuję miliony sekund, choć tego nie chcę. nadal nie wiem, czy to ten odpowiedni, czy po raz kolejny powinnam uznać, że lepiej jest mi samej, choć wcale nie jest to prawdą.

dobrze się dzieje. spędziłam ostatnie dni w towarzystwie niemalże wszystkich najbliższych memu sercu ludzi. teraz jestem już na tęczowej i zanurzam się w dźwiękach energii.

radosne dni w towarzystwie osoby, która wywołuje uśmiech na twarzy średnio trzy razy na minutę. dzielimy razem pokój na jakiś czas i muszę przyznać, że sprzyja mi ten czas. jest duży spokój.

sto sześćdziesiąt.

1 marzec 2009

mimo wszystko jestem wybrańcem. jednym z niewielu, którzy stojąc po środku tłumu wykrzyczą swoje szczęście.