sto czterdzieści trzy.
30 grudzień 2008
nadszedł czas na postanowienia noworoczne. po pierwsze, nie zmienię niczego. będę oddychać w takim samym tempie i tym samym powietrzem. Ci sami ludzie będą wypełniać mój czas i będą dla mnie tak samo ważni, jak dotychczas. będę się starać o to samo, na czym teraz mi zależy najbardziej w świecie. każdy dzień będzie jednakowo wyjątkowy jak te, które spędziłam w breslau. będę nawet wykonywać te same czynności i odczuwać te same emocje. tyle, że będzie to dwutysięczny dziewiąty. i tyle.
wszystkim bliskim i dalszym też, życzę przede wszystkim wiary we własne sukcesy. uśmiechu jeszcze nadmiar i odrobiny optymizmu chociaż. a sobie cierpliwości, bo niecierpliwym jestem człowiekiem bardzo.
sto czterdzieści dwa.
28 grudzień 2008
święta i po świętach. wyjątkowy spokój. aż nie chciało się wyjeżdżać z opola. chyba po raz pierwszy tak bardzo kusiło mnie, żeby jeszcze zostać. teraz siedzę sama na tęczowej i do tego od pół godziny mam wrażenie, że moja głowa eksploduje. nieprzyjemne uczucie. jutro biorę się do pracy. projekty. rysunki. notatki. bla bla bla.
sto czterdzieści jeden.
19 grudzień 2008
wesołych. spokojnych. ciepłych. rodzinnych. niepowtarzalnych i pełnych niezastąpionej atmosfery. a szczęśliwego nowego będzie później.
sto czterdzieści.
16 grudzień 2008
im intensywniej szukamy substytutu tym bardziej brakuje nam oryginału. fenomenem są dla mnie Ci, którzy potrafią żyć bez powietrza. oddychają siłą woli, bo wiedzą jaki jest skutek starań. wypalanie samej siebie następuje właśnie teraz, gdy tak bardzo chcę zachłysnąć się świerzością powietrza. mimo to te myśli są dla mnie eterem. odpływam, wzrastam wobec reszty świata i chcę. chcę nadal dusić się brakiem tlenu.
sto trzydzieści dziewięć.
12 grudzień 2008
kolejna noc w bezsenności. ci sami obcy ludzie, których widuję tam za każdym razem. ten sam alkohol. jednakowo dobra muzyka. inne rozmowy i inne doznania. cytując paulę ‘coś się już skończyło’. jakiś etap. niedomówień i szeptów. zaczęły się dyskusje, na które nadeszła już najwyższa pora. pozytywne lenistwo do czternastej i oczekiwanie na kolejny, pełen zaskakujących zwrotów akcji wieczór. jutro opole. tęsknię za mamą. jestem przecież dzieckiem.
sto trzydzieści osiem.
10 grudzień 2008
rarytasy. gołąbki na obiad i dwugodzinne oglądanie telewizji. z czasem codzienne czynności sprawiają większą radość. mija kolejny dobry dzień.
sto trzydzieści siedem.
7 grudzień 2008
maksymalny spontan. miał być snowboard w polsce a była praga. tulip cafe. niezapomniane doznania i masa radości z całego dnia. 560 kilometrów przejechane by poczuć coś nieosiągalnego i być z kimś, z kim mogłabym spędzać każdą minutę. chcę jeszcze raz! spacerować ulicami, które widziałam po raz pierwszy i napotykać przypadkiem ludzi, którzy wcale nie wydają się być obcy (przy tym pozdrawiam pana ze sklepu z winylami). powracam myślami do praha spontan tour 08′.
sto trzydzieści sześć.
2 grudzień 2008
bo jesteśmy dziećmi. niedojrzałymi, którym zależy na zabawie. na szaleństwach swojego wieku i spełnianiu pragnień, o których ‘dojrzali’ juz zapomnieli. tak, pijemy alkohol i poznajemy masę podobnych do siebie ludzi. nie kreujemy się na ludzi starszych, niż jesteśmy i wiesz co? dobrze nam z tym. nie zmienię się, bo tak chcesz. nie powiem Ci, że zazdroszczę Ci dojrzałości, bo tak nie jest i wiesz co jeszcze? przekazuję Ci masę współczucia. najwidoczniej Twoje życie nie pozwoliło Ci na bycie dzieckiem.
