sto dwadzieścia pięć.
28 sierpień 2008
są takie sny, które przenikają w sferę rzeczywistą. takie podsumowanie porannych rozważań. i to tyle jeśli chodzi o sprawy mniej doczesne, mające obecnie miejsce w moim życiu. jestem coraz bliżej przeprowadzki. na dniach wyjaśni się sprawa mieszkania i już. jedną nogą będę w breslau. miłe doznanie w porównaniu do stresu związanego z poszukiwaniem lokum, jaki przeżywałam w ostatnim czasie. za mało czasu na to wszystko. napiszę, gdy druga noga postanie tam, gdzie będzie moje nowe miejsce.
sto dwadzieścia cztery.
14 sierpień 2008
-co ty pieprzysz? że niby było cudownie i nie chciałaś wracać? przecież to nie twoje miejsce i nie twoi ludzie. tylko czas by to wszystko pokochać należał do ciebie. no tak. było tam wszystko, czego potrzebowałaś by zaznać szczęścia. słońce, morze, góry, dobry alkohol, nocne spacery i on. czekający tam, gdzie pozostawiłaś go rok temu o tej samej porze. ten, z którym spotkania nie powinny się nigdy kończyć i ten, o którym myśleć będziesz zawsze. w ten sam niezmienny sposób. byli jeszcze inni. oni też pozostaną w twojej głowie na długo. za dużo ich łączy z twoim miejscem. bo to już chyba twoja przestrzeń, nieprawdaż?
-prawda. pieprzona prawda.
to taka tęsknota, która powraca wieczorami. taka, która ścieka po policzku i każe wracać pamięcią do każdej chwili. to ona nasuwa głupie myśli o północach i falach obijających się o nasze nogi.
