sto dwadzieścia jeden.

30 czerwiec 2008

matura. matura. i po maturze. naprawdę pozytywne uczucie. ten cały stres. te niepotrzebne nerwy i masa niepewności. to wszystko już za mną. jestem zaskoczona pozytywnie. jak widać lepiej nie wierzyć w wygraną by potrafić ją docenić z całego serca. to jest naprawdę udany dzień. mam nadzieję, że tak już będzie. bez ciśnień i porażek. pisząc to mam na myśli te upadki, po których trudno jest stanąć na nogi, bo te małe nas dopingują. sprawiają, że żyjemy ceniąc pozytywy i żyjemy pewniej. tak przecież jest. mam masę planów. na następną godzinę, dzień i miesiąc. jednak najwięcej oczekuję od dalszej przyszłości. dalszej? mam na myśli etap, który rozpocznie się za równiutkie trzy miesiące. mam zatem jeszcze tyle czasu by myśleć nad tym, co zrobić ze swoim zyciem, by nie żałować ani jednej minuty i nie zmarnować ani jednego oddechu. bo na to nie mam czasu.

dziś trzeba odreagować. przy bezalkoholowym.

sto dwadzieścia.

18 czerwiec 2008

niestety. często bywa tak, że niemalże wypruwamy z siebie flaki, żeby okazać komuś, jak bardzo nam na nim zależy. jeszcze częściej jest tak, że nie dostajemy nic w zamian oprócz świadomości, że nie osiągnęliśmy obranego celu. bolesne, choć prawdziwe. na szczęście są ludzie, którzy nie wymagają od nas maksymalnego poświęcenia a mimo to widzą, jak bardzo ich potrzebujemy i jak bardzo jesteśmy potrzebni im. ludzi, o których mowa nie ma teraz przy mnie. niektórzy są daleko. niektórzy nieco bliżej. i mimo, że są przy mnie mentalnie, bo łączą nas więzi duchowe, potrzebuję tego, by mnie przytulili i wyszeptali do ucha słowa ‘kochanie, będzie dobrze. musi być’. tak, bo robią to za każdym razem, gdy upadnę i nie potrafię się podnieść. i wiem, że oni czytając to lub nie – wiedzą, że to o nich mowa i to za nimi właśnie tęsknię.

sto dziewiętnaście.

12 czerwiec 2008

mówi się, że muzyka której słuchamy określa stan w jakim się obecnie znajdujemy. czuję się zatem feelin’żankowo. mega pozytywne uczucie. dobrzy ludzie. dobra muzyka i swoboda. swoboda oddechu i możliwość powiedzenia tego, co grzęzło w gardle od czasu, którego nie jestem w stanie dokładniej określić. długo. i tyle wystarczy. zastanawiam się też nad sensem. sensem tego, co z góry skazane na porażkę. na tym chyba jednak polega moja skomplikowana natura. wciąż próbuję wiedząc, że cel nie zostanie osiągnięty. będę nieustannie stawać na palcach i wyciągać ręce w górę, choć gwiazdy nigdy nie będą w moim posiadaniu. będę wykrzykiwać to, co czuję wiedząc, że i tak nikt mnie nie słyszy. bo człowiek skonstruowany jest by walczyć. walczyć o siebie, jak nakazują mu instynkty. wracając jednak do ludzi – było naprawdę pozytywnie. dziś też musi być (i to powiedziała wierząc w zwycięstwo polaków nad austriakami).

średnia jakość, ale nie o to tu chodzi.
(feelin’żanka).

sto osiemnaście.

7 czerwiec 2008

mam wykształcenie średnie. zakończyłam szkołę średnią, zatem wczorajszy dzień rozpoczął dwudniowy maraton pożegnalny. najpiękniejszy był poranek. mniej więcej o godzinie czwartej rano, gdy niebo zaczynało nabierać barw innych, niż brunatna. pozytywne zmęczenie. łzy śmiechu. i lekki żal, że od dziś może tego brakować. z dnia na dzień coraz bardziej. choć dotychczas były same ‘ale’. dziewiętnaście godzin z tymi ludźmi – wystarczająco by wspomnieć chociaż te najwspanialsze chwile. w tym wyjątkowo sielskim miejscu i z taką ilością procentów, by otwierały umysł. ani minuty snu. brak zastrzeżeń do czegokolwiek. tak nie było już dawno. a czy kiedykolwiek było? nie było tylu sprzyjających niespodzianek – mam na myśli pojawienie sie osób, których obecności nikt nie smiał się spodziewać. żadnych afer. brak jakichkolwiek trosk o cokolwiek. ale standardowo utonęły w basenie dwa telefony. tym też nikt nie zaprzątał sobie głowy. ważne były te momenty.

sto siedemnaście.

1 czerwiec 2008

słuchaj. mam ze 120 dni wolnego. masę planów i trochę mniej pomysłów, jak to wszystko zrealizować. chcę dokonać rewolucji. zupełnie bezkrwawej i nie wymagającej ofiar. chcę przewrócić wszystko do góry nogami, ale ty już to wiesz. mam ku temu wystarczająco dużo motywacji i samozaparcia. potrzebuję tylko ciebie, bo przecież musisz być przy mnie, żebym poradziła sobie ze wszystkim. ale co do tego nie mam wątpliwości, bo przecież jesteś zawsze. w tej chwili potrzebuję od ciebie tylko pozytywnego myślenia. musisz mi mówić, że będziesz nadal i że będziesz walczyć, żeby być w tym stanie, w jakim znajdujemy się od tych pieprzonych trzynastu lat. niedługo będzie czternaście, wiesz? nie mów mi proszę, że się nie uda. nie powtarzaj wciąż, że pewnie nie będziesz tam, gdzie chcesz być. będziesz. gdziekolwiek byś nie była, będzie to twoje własne miejsce i ja też tam wtedy będę.