sto czternaście.
wczoraj było dobrze. byli właśnie Ci ludzie, którzy powinni tam być. było to miejsce, które nie mogło być zastąpione żadnym innym i tyle alkoholu, by się czuć. czuć jakkolwiek, ale pozytywnie. obcy człowiek uświadomił mi, jak wielka jest we mnie dychotomia. jestem inteligentna, ale durna. może coś rzeczywiście w tym jest. ale powiedziałam dużo. powiedziałam mu podczas rozmowy to, o co nikt nie pyta. swobodnie wypowiadałam własne opinie, przeplatane alkoholowym bełkotem. to było dobre. dziś też jest dobrze. świeci słońce a w głowie gromadzą się te pożądane myśli. te wspomnienia, które wróciły wczorajszego długiego wieczoru. zupełnie przypadkowo i spontanicznie. tak, jak lubię. lubię też, gdy ktoś się o mnie troszczy. mam poczucie, że jestem dla paru jednostek istotna. mam na nich jakiś wpływ a oni na mnie. na tym polega ta troska. piszę o piętnastu rzeczach naraz. chyba tyle wątków plącze się po mojej głowie. jest sobotnie popołudnie. nie ma planów na dziś. a to żadkość. dziwne uczucie, ale jest to jakaś odmiana wolności. jestem wolna od chorobliwego szacunku dla chwil, bo nie wiem, co zrobię za siedem czy trzynaście minut. popatrzę może na to śłońce, które czyni dzień dobrym.
Filed under: myśli. |
No Responses to “sto czternaście.”
Leave a Reply