sto szesnaście.
28 maj 2008
powiedział: ‘żyj dla siebie. nie dla innych. chociaż ponoć na tym polega miłość, by dzielić z kimś swoje życie’. chciałabym tak móc. nie zważać na tych, którzy stoją obok. nie obracać się za siebie, gdy mnie wołają. nie wierzyć bezustannie w ich obietnice, które nigdy nie zostaną dotrzymane. nie wycierać im łez, gdy płaczą i nie uzależniać swojego życia od pieprzonych uczuć żywionych do nich. ale nie jestem tym typem człowieka. lubię, gdy stoją obok i trzymają mnie za rękę. nie potrafię patrzeć tylko przed siebie, bo takie życie byłoby nic nie warte. zawsze sprawdzam, czy aby na pewno nadal są tam, gdzie widziałam ich po raz ostatni. nie potrafię uznać ich słów za fałszywe, gdy obiecują spełnienie marzeń i może dzięki nim dążę do osiągnięcia upragnionego celu. zawsze nadstawiam garść, by złapać smutek ściekający powoli po ich policzkach, bo uważam to za wartość. czy jestem przez to złym człowiekiem?
125 dni do rozpoczęcia na nowo.
sto piętnaście.
14 maj 2008
wdech.
oliwkowe ściany. masa zdjęć budzących uśmiech. wygodne łóżko. na nim jedenaście poduszek. ulatniający się z głośników kojący głos marii peszek. miska marchewki z groszkiem na obiad. niekończące się rozmowy o tym i jeszcze tamtym. spotkania z tymi, którzy są i zawsze będą. leniwie sączące się z latarni światła miasta. znajome twarze obcych ludzi. tost i kawa na początek dnia. pozytyw ukryty we łzach tęsknoty. spacery w centrum nocy. radość z każdego napotkanego człowieka. nieustanne poznawanie każdego zakątka. nieustanne poznawanie siebie.
wydech.
sto czternaście.
10 maj 2008
wczoraj było dobrze. byli właśnie Ci ludzie, którzy powinni tam być. było to miejsce, które nie mogło być zastąpione żadnym innym i tyle alkoholu, by się czuć. czuć jakkolwiek, ale pozytywnie. obcy człowiek uświadomił mi, jak wielka jest we mnie dychotomia. jestem inteligentna, ale durna. może coś rzeczywiście w tym jest. ale powiedziałam dużo. powiedziałam mu podczas rozmowy to, o co nikt nie pyta. swobodnie wypowiadałam własne opinie, przeplatane alkoholowym bełkotem. to było dobre. dziś też jest dobrze. świeci słońce a w głowie gromadzą się te pożądane myśli. te wspomnienia, które wróciły wczorajszego długiego wieczoru. zupełnie przypadkowo i spontanicznie. tak, jak lubię. lubię też, gdy ktoś się o mnie troszczy. mam poczucie, że jestem dla paru jednostek istotna. mam na nich jakiś wpływ a oni na mnie. na tym polega ta troska. piszę o piętnastu rzeczach naraz. chyba tyle wątków plącze się po mojej głowie. jest sobotnie popołudnie. nie ma planów na dziś. a to żadkość. dziwne uczucie, ale jest to jakaś odmiana wolności. jestem wolna od chorobliwego szacunku dla chwil, bo nie wiem, co zrobię za siedem czy trzynaście minut. popatrzę może na to śłońce, które czyni dzień dobrym.
sto trzynaście.
5 maj 2008
odhaczam pozycję numer jeden z listy. pozostaje nadal sześć. trzy pisemne i trzy ustne. ostatnie podpunkty przerażają mnie najbardziej, ale nie warto martwić się na zapas, czego dziś miałam dowód. nie było tak tragicznie, jak przeczuwałam, choć nie jestem stuprocentowo pewna, co do powodzenia dzisiejszego przedsięwzięcia, jakim było przelewanie wypocin na arkusz. wszystko się okaże. niestety dopiero za dwa miesiące. spędzę dwa kolejne miesiące na rozkminianiu, z pożartymi przez lęk i obawy wnętrznościami. długo. za długo. ale żeby trochę poprawić atmosferę, jaką tu wprowadziłam – zagadka: jaki numer miejsca wylosowałam na maturze z polskiego? (odpowiedź: trzynaście). jakby nie było wystarczająco groteskowo.
przy okazji rozpisywania się o maturze: dziękuję za miłe słowa otuchy i w ogóle uspokajanie mojej rozbuchanej wyobraźni, doprowadzającej mnie do przedmaturalnej, ostro posuniętej depresji.
sto dwanaście.
1 maj 2008
trzy pieprzone dni do matury. dotychczas zero stresu. żadnych pesymistycznych myśli. wręcz przeciwnie. boję się, że bonanza dopiero się zacznie. ale teraz panuje zupełny chillout. najbardziej wpłynął na to efekt przedmaturalnego rozprzężenia, czyli tak zwane ‘przecieki’.
przykładowe zadania z geografii:
zad1. jaki wpływ mają deszcze w południowej azji na dorożkarstwo we francji?
zad2. analizując fazy księżyca, oblicz procentowy udział kolumbii w wytwarzaniu kokainy.
przykładowe zadania z matematyki:
zad1. robotnik wykonuje swoją pracę w ciągu 4 dni i 5h. pijany robotnik tę samą pracę w 7 dni i 8h. na budowie pracuje 7 robotników i 1 majster nadzorujący. majster przychodzi trzeźwy na budowę co 3 dni a do sklepu monopolowego jest 13 minut biegiem. oblicz zysk sklepu monopolowego wiedząc, że budowany dom jest dwukondygnacyjny.
czyż nie jest to cudownym patrzeć, jak wyobraźnia przyszłych maturzystów się rozwija? mnie to osobiście cieszy, ponieważ widzę rosnący dystans do całego przedsięwzięcia, jakim jest ‘egzamin dojrzałości’, który w rzeczywistości mało ma wspólnego z dociekaniem, czy dany delikwent przebył drugą drogę dojrzewania, czy też zatrzymał się na pewnym jej etapie. sądzę, że w dobie rozwoju i poszerzania ludzkich horyzontów, choćby poprzez możliwość wyjazdu na stałe z kraju, jest tak wiele możliwości wyboru ścieżki życiowej, że matura przestała być takim priorytetem, jakim była dotychczas. może ma to pejoratywny wpływ na efekt końcowy egzaminu, czyli na wyniki, ale skoro rozprzężenie umysłowe dotyczy wszystkich to z pewnością progi minimalne na wszystkich uczelniach spadną w dół. zatem szansę na dobre studia mają wszyscy jednakową. a wszystko dzięki rosnącej wyobraźni maturzystów. chciałam napisać teraz – ale dość już o maturze… ale o czym tu pisać na trzy dni przed?
