osiemdziesiąt jeden.
29 styczeń 2008
są ludzie, którzy sprawiają, że świat staje się czymś pięknym. nieograniczającym mojej wolności. szerokim i niepoznawalnym zarazem. czynią moje życie utopią, jaka nie śni się realistom wpatrzonym w wizję rzeczywistości potwierdzonej dowodami. nazwanej od a do z. wręcz trywialnie pozbawionej niedomówień i tajemnic. to Ci ludzie pozwalają mi być tym, kim jestem. pozwalają mi marzyć i przenosić się w wymiar pozarzeczywisty. to oni dostarczają mi tlenu bym mogła kontynuować te życiodajne wdechy i wydechy. to oni podają mi codzienną dawkę uśmiechu i pozytywnej zadumy nad tym, co w życiu ważne.
d z i ę k u j ę.
osiemdziesiąt.
25 styczeń 2008
urodziny mojego lubego. wszystkiego najlepszego…
narkoleptyczka. stąpa mocno po ziemi. myśli racjonalnie. zajmuje się sprawami przyziemnymi. w jednej chwili zupełnie odstępując od rzeczywistości znajduje się w swoim własnym malutkim świecie pełnym niespotykanych zjawisk. myśli. emocji. słów. to ona, która tak bardzo nie chce czuć więzi ze światem. to ona, która niezrozumiale wciąż dąży do niemożliwego.
to
ona.
piep
rzo
na
ma
rzy
ciel
ka.
(*narkolepsja – zespół chorobowy objawiający się niepohamowanymi, napadowymi stanami senności, trwającymi zwykle około 10 – 20 min, najczęściej spowodowany silnymi emocjami).
siedemdziesiąt dziewięć.
23 styczeń 2008
magia. powtarzająca się melodia w mojej głowie. wręcz wypisane przed moimi oczami słowa. ta jedna linijka. parę słów. tak duże znaczenie i taki sentyment. chaotycznie przemieszczające się w mojej głowie myśli. o tym. o tamtym. o nim. o nas. o poranku. o nieprawdopodobnym momencie dzisiejszego dnia. o uczuciu. o kolejnych paru sekundach mojego życia. o naszych sekundach. magia.
siedemdziesiąt osiem.
23 styczeń 2008
recepta na udany dzień: zaspać na trzy pierwsze lekcje. zjeść dobre śniadanie. spotkać się z kimś ważnym. nie śpieszyć się na autobus. wejść do szkoły. przesiedzieć w szkole sześć godzin, myśląc o przyjemnych rzeczach. wrócić do domu. spędzić wieczór w miłym towarzystwie. położyć się spać w dobrym nastroju mimo zmęczenia.
postaram się postępować dziś zgodnie z receptą. trzy pierwsze punkty już zrealizowałam…
siedemdziesiąt siedem.
21 styczeń 2008
tak. dokładnie tak brzmi moje nazwisko i tak – idę z oskarem na studniówkę. czy komuś coś jeszcze nie pasuje?
grrr… co za dzień.
siedemdziesiąt sześć.
20 styczeń 2008
po studniówce. ciężki poranek. świetna zabawa. złożyło się na to kilka czynników – świetni ludzie (tylko jednej jednostki zabrakło). znośna muzyka. idealna ilość alkoholu oraz wizyta srextera. takie to było słodkie…
o 5:06 popatrzyłam na zegarek. wchodziłam wtedy do domu. nie wiem o której się położyłam. nie wiem kiedy zasnęłam. obudziłam się, gdy wybiła 13:20. niewyspanie. ból głowy. miłość do butelki mineralnej niegazowanej.
ps. ręka mnie boli. bieganie po śliskiej posadzce bez butów nie popłaca (siniak na ręce. aua).
siedemdziesiąt pięć.
17 styczeń 2008
co do związku pt. ‘srexter & srawurka‘ wszystko jest w jak najlepszej kondycji. tylko czasu zdecydowanie za mało. jak zawsze. nie ma za bardzo na co narzekać. nudy…
zadzwonił. nie wiem z jakiego pieprzonego powodu. po prostu zadzwonił. sytuacja dość niezręczna. przejdzie. minie. przecież kiedyś zapomni…
ogólna nostalgia. nie wiem, co ze sobą zrobić. srexter we wrocławiu. wszystkich wywiało. ja siedzę i niszczę negatywne uczucia, oglądając pokaz możliwości wokalnych muszki. szczerze wzruszające. takich chwil będzie brakowało najbardziej.
:*
siedemdziesiąt cztery.
12 styczeń 2008
1.pobudka (09:00).
2.spotkanie (09:20).
3.sesja (11:00).
4.śniadanie (14:30).
5.kino (16:00).
zaspałam. jak nigdy. w nocy chyba jednak trzeba spać. 10 minut po tym, jak zwlekłam się z łóżka przyszedł on. miły poranek. nie ukrywam. następnie cudowna sesja z muszką. dość stresująca, ale wiem, że efekty będą świetne. zawsze są. zapomniałam o śniadaniu. o 14:20 zorientowałam się, że jestem na czczo. są ważniejsze rzeczy, niż jedzenie. niedługo kino z nim.
czekają mnie dwie studniówki. nie sądziłam. miło się czasem pomylić.
siedemdziesiąt trzy.
11 styczeń 2008
zniknęły już te słowa. 4 pieprzone, tak bardzo ważne dla mnie słowa. jak wiele jeszcze stracę? może rzeczywiście ‘nasze’ wyobrażenia o tym, co jest i co może być były zbyt mało realne, ale czy to właśnie nie było w tym piękne? ta ucieczka od rzeczywistości i codziennej szarości. marzenia. oczekiwanie. niepewność.
wracam na ziemie, choć tak bardzo tego nie chcę. może już po raz ostatni z taką niepewnością czekam na wiadomość od Ciebie.
siedemdziesiąt dwa.
10 styczeń 2008
mentalna samodestrukcja. i wszystko zaczyna się na nowo.
rozkminiam.
