pięćdziesiąt osiem.
4 grudzień 2007
melancholia tego miasta. objawia się to przede wszystkim przez widok szarych, jednostajnych ludzi. wszyscy wyglądają, jak dzieci w mundurkach szkolnych. każdy podobny do każdego. nostalgiczny brak wyrażania siebie. brak barwy. jedynie kontur. również ledwo widoczny. dookoła grupy bezimiennych panuje jedynie szept. czasem kocham. czasem nienawidzę.
wyjadę.

4 grudzień 2007 at 22:55
mimo wszystko, to miasto zawsze będzie miejscem do którego będziemy wracać.
mimo wszystko.
:*
6 grudzień 2007 at 19:37
Ja też myślę, że będziemy wracać :> Sentyment mimo wszystko zostaje, a kiedyś będziemy pewnie miały dość dużych miast [och, oby, oby ;P].
6 grudzień 2007 at 19:50
a żebyście wiedziały wrócę tu, ale ze świadomością, że nikt nie karze mi tu wracać. a skoro nikt nie karze to mam na to chęć. i to jest piękne. :*
ps. moje kochane fukłaki:)