pięćdziesiąt osiem.

4 grudzień 2007

melancholia tego miasta. objawia się to przede wszystkim przez widok szarych, jednostajnych ludzi. wszyscy wyglądają, jak dzieci w mundurkach szkolnych. każdy podobny do każdego. nostalgiczny brak wyrażania siebie. brak barwy. jedynie kontur. również ledwo widoczny. dookoła grupy bezimiennych panuje jedynie szept. czasem kocham. czasem nienawidzę.

wyjadę.

3 Responses to “pięćdziesiąt osiem.”

  1. malamucha Says:

    mimo wszystko, to miasto zawsze będzie miejscem do którego będziemy wracać.

    mimo wszystko.

    :*

  2. Magda Says:

    Ja też myślę, że będziemy wracać :> Sentyment mimo wszystko zostaje, a kiedyś będziemy pewnie miały dość dużych miast [och, oby, oby ;P].

  3. narcolepsy Says:

    a żebyście wiedziały wrócę tu, ale ze świadomością, że nikt nie karze mi tu wracać. a skoro nikt nie karze to mam na to chęć. i to jest piękne. :*

    ps. moje kochane fukłaki:)


Leave a Reply